PANEL 2 FRUSTRACJA – Złość zajadana czipsami.

Kiedy dziecko (lub nastolatek) nie może wyrazić swojej złości, często znajduje na nią zastępczy kanał. Ucieka do:

  • jedzenia (najczęściej słonego, chrupiącego, tłustego – bo daje ulgę i „chrupnięcie” zamiast krzyku),
  • izolacji („nie chcę z nikim gadać, zjem coś i będzie lepiej”),
  • agresji wobec siebie lub innych.

Tak właśnie złość zamienia się w chipsy – zjedzona, zamiast wypowiedziana.

I choć chwilowo działa jak plasterek, w dłuższej perspektywie pogłębia napięcie, frustrację, poczucie winy – a także buduje trwałą relację między emocją a jedzeniem.

A konie? One też to czują

Dzieci, które mają kontakt ze zwierzętami – często przenoszą swoje emocje na zwierzęta. Koń staje się bezpiecznym lustrem:

  • Można przy nim być smutnym, wściekłym, rozdrażnionym.
  • Nie ocenia. Nie każe „nie przesadzać”.

Ale – to też bywa pułapką. Bo jeśli dziecko odreagowuje napięcia na koniu, zamiast rozmawiać o nich z dorosłymi – złość znów nie dostaje swojego języka. Przerzuca się ją na relację, która nie powinna jej nieść.

Zdarza się, że dzieci zaczynają nadmiernie kontrolować konia, stają się wobec niego surowe, niecierpliwe, niespokojne. I to nie dlatego, że są „złe”, ale dlatego, że nie mogą być złe tam, gdzie naprawdę coś je boli.

Co zamiast chipsów i milczenia? Czyli jak pomóc dziecku (i sobie) z emocjami

Naucz, że złość jest OK.
Nie trzeba jej się bać. Nie trzeba jej tłumić. Trzeba ją nazywać i rozpoznawać, zanim przejmie kontrolę.

Daj język emocjom.
Pomóż dziecku powiedzieć:
„Jestem zła, bo nie mogłam powiedzieć, co myślę”
„Wkurzyłam się, że mnie nie słuchacie”
„Mam w sobie tyle napięcia, że chciałabym coś zniszczyć”.

Pokaż, że emocje nie są zagrożeniem.
Twoje dziecko uczy się regulowania złości na podstawie tego, jak Ty ją przeżywasz. Jeśli ją tłumisz, ignorujesz, przekąsasz – ono zrobi to samo.

Zadbaj o rytuały rozładowania.
Ruch, kontakt z naturą, śmiech, wspólne gotowanie, rozmowa w samochodzie – wszystko, co pomaga napięciu znaleźć ujście.

Zamiast „Nie przesadzaj” – może zapytaj: „Co tak naprawdę Cię złości?”

Bo może ta złość wcale nie jest o chipsach.
Może jest o tym, że:

  • ktoś zlekceważył emocje,
  • nie wysłuchał,
  • zażądał „grzeczności” tam, gdzie dziecko potrzebowało przestrzeni na bunt.

Jeśli nie nauczymy dzieci mówić, co czują, będą szukać innych sposobów, by dać temu upust.
Chipsy to tylko jeden z nich.
Ale Ty możesz pomóc im znaleźć słowa, zamiast przekąsek.

Koń to nie tarcza na złość – czyli gdy emocje dziecka ranią więcej niż je samego

Koń to nie ściana.
To nie worek treningowy.
To nie psychoterapeuta, który „zniesie wszystko”.

A jednak – często właśnie na koniu lądują emocje, które nie miały prawa wybrzmieć nigdzie indziej.

Dziecko, które nie może się zezłościć – zaczyna złościć się „przez” konia

Jeśli w domu nie ma miejsca na złość – bo trzeba być grzecznym, spokojnym, „nie przesadzać” – to złość szuka innego ujścia.
I często znajduje je tam, gdzie jest cisza, bezpieczeństwo i… bezbronność – właśnie u konia.

Tyle że koń to nie neutralny przedmiot. To żywe, czujące zwierzę – z własnym układem nerwowym, emocjami i sposobem reagowania. I gdy staje się celem nieświadomego odreagowywania frustracji – cierpi.

Jak koń reaguje na dziecięcą złość?

  1. Koń introwertyk – zamyka się, wycofuje
  • Przestaje reagować na łydkę.
  • Nie chce iść do przodu.
  • Spowalnia, jakby „był uparty”.

Dziecko czuje, że „nie potrafi jeździć”, „koń mnie nie słucha”, „jestem beznadziejny/a”.

Ale koń nie jest leniwy. Jest przytłoczony. Milczy, bo nie może się bronić.

  1. Koń ekstrawertyk – eksploduje
  • Zaczyna galopować bez kontroli.
  • Przeciąga, ucieka spod jeźdźca.
  • Może nawet zrobić dziecku krzywdę – nie złośliwie, lecz z przeciążenia.

Dziecko znowu czuje, że się nie nadaje, że koń „jest głupi”, że „to nie dla mnie”.
Ale problem nie leży w umiejętnościach jeździeckich – leży w emocjach, które nie zostały usłyszane wcześniej.

I tak koń staje się ofiarą emocji, których nikt wcześniej nie przyjął

To moment, w którym traci dziecko i traci koń.
Dziecko – bo jego złość odbija się od ciała konia, ale nie przynosi ulgi.
Koń – bo zostaje obarczony czymś, co nie jest jego winą.

Z czasem może to doprowadzić do:

  • zniechęcenia do jazdy,
  • obniżonego poczucia własnej wartości,
  • napiętej, zniszczonej relacji dziecko–koń,
  • a nawet – do urazu emocjonalnego u zwierzęcia.

Bo koń też się zamyka. Też się uczy, że człowiek jest źródłem napięcia. A przecież miał być kimś, kto przytula, ufa, rozumie.

Zajadając złość – dziecko karze siebie, nie rozwiązując niczego

To nie zawsze koń. Czasem to kuchnia. Szafka. Chipsy. Czekolada.

Zamiast krzyknąć – dziecko otwiera opakowanie.
Zamiast płakać – chrupie.
Zamiast powiedzieć „jestem wściekłe” – sięga po przekąskę.

Dlaczego?

  • Bo nie zna innego sposobu.
  • Bo nauczyło się, że jedzenie koi napięcie szybciej niż rozmowa.
  • Bo małe ciałko nie wie, co zrobić z wielkimi emocjami, które zostały bez słów.

I choć dziecko je, wcale nie jest głodne.
Głodne jest uznania, że jego emocje mają prawo istnieć.

Złość zjada się łatwiej, niż się ją mówi. Ale słowa leczą na dłużej.

Naszą rolą – rodziców, opiekunów, instruktorów, terapeutów – jest:

  • nie karać za złość, ale uczyć, jak ją przeżywać bez krzywdy dla siebie i innych,
  • nie tłumić, ale nazywać i pozwalać na wyrażenie,
  • tworzyć przestrzeń na słowa, zanim dziecko sięgnie po chipsy albo – co gorsza – odwróci się od konia z poczuciem, że „jest beznadziejne”.

Autor: Katarzyna Kaszyca – Dietetyk Kliniczny 

Komentarze są wyłączone dla tego wpisu.

Nic o Was bez Was

Z Twojej historii robi się wiedza
Z życia, z serca. Na bloga.
Wspólna wiedza. Wspólna sprawa.
Tworzymy razem - dosłownie.