KOŃ MA W NOSIE TWÓJ INSTAGRAM

Czterdzieści lat z końmi to nie jest zawód ani hobby. To nawet nie jest styl życia.
To jest drugi język — ten, którego nie da się nauczyć z internetu, z rolek, z kursów online ani z trzech treningów tygodniowo. To język zapisany w dłoniach, w oddechu, w spojrzeniu. W setkach godzin spędzonych obok zwierzęcia, które dopiero po długim czasie decyduje, czy w ogóle chce z tobą „rozmawiać”.

Patrzę dziś na zmieniający się świat, na pokolenia strasznie zabiegane, choć nie wiedzą dokładnie dokąd. Na wieczny brak czasu, na pośpiech, na tę potrzebę bycia widzianym, lajkowanym, podziwianym, obserwowanym. Patrzę na socialmediowe dzieci, dla których autorytetem jest ktoś z dziesięcioma tysiącami followersów, a nie ktoś z dziesięcioma tysiącami przepracowanych godzin z końmi. Dla nich ważniejsze jest, jak wygląda czaprak na zdjęciu, niż to, czy koń w ogóle chce dziś pracować. I zastanawiam się, gdzie w tym wszystkim jest koń. Ten prawdziwy. Ten żywy. Ten, który patrzy, czuje, oddycha, decyduje.

Patrzę też na rodziców — tych wiecznie rozpędzonych, zmęczonych, przeładowanych obowiązkami. Rodziców, którzy wrzucają dzieciom milion dodatkowych zajęć, bo „to wszystko jest niezbędne, żeby były szczęśliwe”. A czasem… żeby były zajęte, bo oni muszą pracować, gasić pożary, ogarniać życie. I w tym całym pędzie nikt nie zauważa, że koń nie jest kolejną „aktywnością dodatkową”. Koń nie jest zajęciem. Koń jest relacją.

A relacja wymaga czasu, cierpliwości, uważności, ciszy, zaangażowania, kompromisów, poświęcenia, po prostu miłości. Jak małżeństwo… może to stąd dzisiaj tyle rozwodów wokół nas. Tylko koń niestety nie jest w stanie odejść ze złej relacji, on może tylko źle na nią zareagować. My mamy prawo wyboru, 

Miłość do koni nie zaczyna się wtedy, kiedy koń skacze czysto na zawodach i można nagrać ładną rolkę. Ona zaczyna się wtedy, kiedy spojrzysz w końskie oczy i zobaczysz w nich odpowiedź. Kiedy koń sam podejdzie do ciebie na placu, choć mógłby zostać z innymi końmi na pastwisku. Kiedy zaproponuje ćwiczenie, które kiedyś razem robiliście — nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce. To jest prawdziwa współpraca. Pół tony zwierzęcia, które wybiera ciebie. To jest relacja z koniem.

Jeden z moich koni miał zwyczaj przerywać mi rozmowy. Gdy stałam na placu i z kimś rozmawiałam, a on uznał, że za długo nie zwracam na niego uwagi, po prostu… wchodził zadem między mnie a rozmówcę. Oddzielał nas swoim zadem jak ścianą i patrzył na mnie z miną : „No dobrze, to teraz coś robimy?”. Jego ulubionym ćwiczeniem było cofanie, więc często proponował właśnie to. I wiecie co? W tym było więcej pasji, więcej więzi i więcej prawdy niż w tysiącu internetowych opisów o „kochaniu koników”, „moim samolociku”, „najlepszy konik na świecie”. Niestety absolutnie nie wierzę w te Instagramowe – horselove, ponieważ prawdziwą prawdę to ja oglądam na zawodach z loży jury… oj, nijak się to ma do tych słodkich opisów i zdjęć.

Miłość do koni to także błędy. Te, które pamięta się latami. Jak wtedy, gdy mój koń nie chciał wejść do przyczepy. Walczyliśmy ponad godzinę. Zmusiłam go. Wyszedł z niej mokry, spieniony, a ja dopiero następnego dnia odkryłam w przyczepie gniazdo os. Przeprosiłam go publicznie nagrywając rolkę o „słuchaniu”, bo konie naprawdę potrafią z nami rozmawiać. Od tamtej pory słucham zawsze. To jest właśnie język koni. Język zmarszczki na pysku, kiedy coś robisz z siodła, a jemu się to nie podoba. Język oddechu, który przyspiesza lub zamiera, kiedy jest niepewny. Język ucha, które pierwsze pokaże, z której strony nadejdzie niebezpieczeństwo. Język machającego ogona, kiedy już jest poirytowany.
Tego nie da się wypracować w social mediach, nie da się nauczyć z filmików, nie da się kupić.

I może dlatego tak wielu ludzi ucieka dziś do koni. Bo konie nie oceniają nas za nasze życie. Nie interesuje ich, jak wyglądamy. Nie obchodzi ich, ile mamy pieniędzy, followersów, modnych ciuchów czy sukcesów. Konie mają to absolutnie w nosie.
One oceniają tylko jedno: nasze człowieczeństwo. Naszą wrażliwość, czułość, troskę, cierpliwość, wytrwałość, empatię. Czyli wszystko to, czego ludziom po prostu brakuje albo na co nie mają czasu….. A propos małżeństw – brzmi znajomo? 

To przychodzi… tylko z czasem ale przede wszystkim z odwagą, by być człowiekiem, a nie „jeźdźcem”. Wtedy koń wybierze Ciebie a nie Twój profil. I wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa historia a nie rolka na Instagrama.

Autor: Agnieszka Karaszewska 

Komentarze są wyłączone dla tego wpisu.

Nic o Was bez Was

Z Twojej historii robi się wiedza
Z życia, z serca. Na bloga.
Wspólna wiedza. Wspólna sprawa.
Tworzymy razem - dosłownie.