Praca wakacyjna dziecka w stajni

Jeżeli Twoje dziecko kocha konie, to nie myśli o niczym innym. Większość chwil poza szkołą chce spędzać w stajni. Nie interesują go wyjścia i wyjazdy z rodziną i kolegami, bo w stajni ma kolegów i specyficzną rodzinę, oraz to, co ich łączy najmocniej, czyli konie.

Nic nie da bycie zazdrosnym i złym na dziecko, że wybiera inne towarzystwo. Wiem, bo sama byłam tym dzieckiem.

Cała rodzina jechała na wakacje, a ja szukałam pierwszego wykrętu, by tylko zostać. W końcu doszło aż do buntu i mama musiała się poddać. Nie da się walczyć z końskim bakcylem, ale można z nim popracować.

Konie to bardzo dobra płaszczyzna do negocjacji, bo dziecku na nich zależy i sporo zrobi, by mieć z nimi kontakt (będzie osobny tekst o tym jak wykorzystać konie do motywowania dziecka do nauki i innych ważnych spraw).

ALE…

Nawet jeśli dziecko marzy o wakacjach z końmi, spaniu na sianie i byciu z nimi dzień i noc, musimy się dobrze zastanowić, czy i jak to zorganizować.

Sytuacja jest w miarę prosta, jeśli mamy bardzo zaufaną stajnię, ze sprawdzonymi systemami nauczania i przygotowaną do tego kadrą, która chce przyjąć dziecko do wakacyjnej pracy. Na uznanych zasadach. Legalnie prawnie.

Wtedy dziecko jest zatrudnione jako młodociany pracownik, może pracować tylko w lekki sposób i pod kontrolą dorosłego przez wyłącznie 6 godzin dziennie i poza tymczasem nadal jest zaopiekowane przez kogoś z wewnątrz.

Takie dziecko obejmuje ubezpieczenie stajni (jako pracownika) i ma swoje obowiązki, ale i prawa. Musi zapoznać się z przepisami bhp i je stosować!

Jeśli dziecko (musi mieć ponad 15 lat, żeby mogło legalnie pracować), mieszka blisko i dojeżdża każdego dnia, to z bogiem sprawa, ale co, jeśli ma przebywać na terenie ośrodka dłużej? Albo wręcz zostać na noc?

To niezapomniana przygoda (wiem, bo sama ją przeżywałam), ale kto weźmie odpowiedzialność za jedzenie, spanie i pobyt tego dziecka kiedy ono nie pracuje?

Wiem, że to brzmi trochę strasznie, ale będąc w stajniach i obserwując młodzież, cały czas odkrywam, że niewiele się zmieniło.

Żeby dziecko chciało zostać w stajni na stałe, musi mieć tam przyjaciół w swoim wieku, którzy też tego chcą. Konie łączą niesamowicie mocno i nie mamy wpływu na to, kto zostanie przyjacielem naszego dziecka. To może być dobry, lub zły wybór, ale nie jest nasz.

Dzieci kiedy są w stajni bez nadzoru, wymyślają bardzo podniecające, ale kompletnie bezmyślne rzeczy. Są dziećmi.

To prowadzi do różnych sytuacji. Od tych niewinnych, jak przyniesienie alkoholu, do bardzo poważnych wypadków.

My w ich wieku nie mieliśmy Instagrama i Tiktoka, z którego teraz dzieci czerpią inspiracje. Dzisiaj dzieci mają dostęp do całego świata i bardzo próbują mu dorównać.

Dorośli dają się oszukiwać sztucznemu wizerunkowi w internecie (będzie o tym tekst), a co dopiero dzieci. Dlatego tak ważne jest, by trzymać rękę na pulsie internetu i bardzo dokładnie sprawdzać, z kim nasze dziecko będzie przebywać.

Co takiego może się stać, jeśli nie staniemy na głowie i nie sprawdzimy absolutnie wszystkiego?

Nasze dziecko może zostać darmowym pracownikiem. Może wykonywać prace niebezpieczne (wyprowadzać nieułożonego lub bardzo nerwowego konia- „on ciebie akurat lubi”), lub zbyt trudne fizycznie.

Ale przede wszystkim, może zostać poproszone o uczenie innych, młodszych dzieci.

To bardzo częsta praktyka. Starsze dziecko bierze na lonże (np. na kucyku) mniejsze dzieci i prowadzi im zajęcia.

Jest to możliwe tylko pod nadzorem osoby dorosłej i doświadczonej, stojącej przy osobie trzymającej lonżę.  Czy instruktor na placu prowadzący w tym samym czasie grupie zajęcia, jest wystarczającym nadzorem? Zdecydowanie nie.

Wszystko jest w porządku, póki nie wydarzy się coś złego. Wystarczy jedna złamana ręka, czy palec i można mieć duże kłopoty.

Bo kto odpowiada prawnie, w przypadku, gdy dziecko prowadzi zajęcia?

Jeszcze gorzej jest, gdy dziecko jest wykorzystywane do pracy z młodymi końmi.

Brzmi nieprawdopodobnie?

To niestety bardzo częsta praktyka w stajniach. Dziecko jako nieduże i lekkie, często jest wykorzystywane w roli worka z piaskiem na końskim grzbiecie.

Bierze się młodego konia na lonże i wsadza dziecko, żeby koń po raz pierwszy, czy któryś tam, pochodził sobie z nim na grzbiecie. My mamy wszystko pod kontrolą! To my pracujemy z koniem. Dziecko jest tylko malutkim ciężarem, żeby się koń przyzwyczaił.

Brzmi niewinnie, ale nie tylko jest niebezpieczne dla dziecka fizycznie. Taki koń może przecież różnie zareagować w każdej chwili. Nawet jeśli jest dobrze przygotowany. Nigdy nie wiadomo.

Jednak jeszcze gorsze jest to, że dziecko chce w ten sposób pracować więcej i więcej.

Takie dziecko czuje się wyróżnione przez trenera. Docenione za swoje umiejętności. Często wręcz trener mówi dziecku, że wsadza je, bo jeździ najlepiej ze wszystkich. Takie podejście sprawia, że dziecko wierzy w swoje siły za bardzo, i próbuje coraz trudniejszych rzeczy, do których zwyczajnie nie jest przygotowane. Gdy koń jest po wstępnej fazie zajeżdżania, takie zaangażowane dziecko, które przecież jeździ najlepiej ze wszystkich, może dostać takiego konia do dalszej pracy, a to przecież nadal jest bardzo młody koń. Albo dziecko wybiera sobie do kochania innego młodego konia, który jeszcze nie pracuje i zaczyna samo z nim robić rożne niewinne rzeczy (czyszczenie, branie kopyt itd…) . To się aż prosi o jakiś wypadek.

Czuje się wyróżnione i lepsze niż rówieśnicy, więc czemu się tym nie pochwalić?

Poza tym dzieci się bardzo przywiązują do koni z którymi pracują. Zwłaszcza z tymi młodymi/trudnymi, z którymi tylko one mogą (według instruktora). Podejmują potem decyzje oparte na tym uczuciu i bardzo przeżywają niepowodzenia i ewentualne rozstanie z takim koniem.

Dzieci w ogóle bardzo silnie się przywiązują do stajni i trenerów. Jeśli lubią daną osobę, to będą uparcie tkwić w wyborze mimo, że będzie on z jakichś względów nieodpowiedni. Bardzo trudno jest potem przekonać dziecko do zmiany zdania. (Będzie o tym osobny tekst)

Dlatego tak ważne jest, by upewnić się, gdzie i z kim i jak będzie spędzać czas nasze dziecko.

Czy ma prawa i obowiązki.

Czy ma umowę o pracę (jeśli pracuje).

Czy ma zapewniony dozór dorosłych poza pracą.

Czy ma zapewnione wyżywienie i spanie na odpowiednim poziomie.

Z kim będzie przebywać.

Co będzie tam robić.

Czy będzie po prostu bezpieczne.

Czy nauczy się wartościowych rzeczy ( to na koniec, bo jeśli spełnione są wszystkie inne warunki i nic się wartościowego nie nauczy, ale spędzi miło czas, to nadal warto).

(Agnieszka Karaszewska, Gosia Dębiec)

Komentarze są wyłączone dla tego wpisu.

Nic o Was bez Was

Z Twojej historii robi się wiedza
Z życia, z serca. Na bloga.
Wspólna wiedza. Wspólna sprawa.
Tworzymy razem - dosłownie.