Dzierżawa konia dla dziecka ma wiele zalet.
- Nie trzeba kupować od razu własnego, drogiego konia.
- Jest czas by nauczyć się wszystkiego o posiadaniu własnego konia, zanim się go będzie już miało na własność.
- Można sprawdzić, czy nie jest to chwilowa zachcianka dziecka (koń żyje około 30 lat więc to raczej ważna sprawa).
- Dziecko ma „swojego” wierzchowca do nauki i dalszego rozwoju, ale także do opieki i kochania.
- Dziecko dojrzewa i się rozwija tak fizycznie, jak i jeździecko, więc jego docelowy koń (własny), może być już np. innego, większego wzrostu i kalibru umiejętności.
- Jeśli koń się sprawdzi i będzie idealny (a także zdrowy), można go potem kupić.
Zawsze polecam rodzicom, by zanim kupią własnego konia dziecku, najpierw jakiegoś dzierżawili. Z punktu widzenia rodzica, jest to najsensowniejsze rozwiązanie. Zbyt wiele razy widziałam konie zakupione dla młodzieży, pozostawione potem samym sobie, bo „zapał dziecka minął”.
Zakup konia to bardzo poważna i odpowiedzialna decyzja, która do tego jest bardzo, bardzo droga.
Nie tylko z powodu samej ceny za zdrowego i sprawnego konia, ale samo utrzymanie, zabiegi profilaktyczne i kucie, mogą poważnie nadszarpnąć budżet rodzinny.
Poza tym koń powinien być w stałym treningu, żeby był bezpieczny dla dziecka i by postępy nadal się ‘’same” działy.
Jest taka złota zasada: dla dziecka (młodzika) – koń profesjonalista, dla profesjonalisty – młody koń.
To jest bardzo zasadne. Młode konie potrzebują doświadczonego człowieka, by przeprowadził je w miarę bezkolizyjnie , przez rozwój i naukę komunikacji z człowiekiem. ZWŁASZCZA, jeśli ma na nim jeździć dziecko!
Niestety czasy mamy takie, że ciężko jest kupić starszego i zdrowego konia profesora w sensownych (nawet dużych ale nadal sensownych) pieniądzach.
Większość tych koni, albo już nadaje się tylko do leczenia i zakup ich jest bardzo problematyczny, albo jeśli są jeszcze wystarczająco zdrowe i silne , to po prostu nie są jeszcze na sprzedaż…
Efekt jest taki, że uważa się teraz, iż najlepiej jest kupić młodego konia z dobrym rodowodem, bo przynajmniej będzie wiadomo, że jest zdrowy i przygotować go samemu do pracy.
To w praktyce oznacza zalew rynku młodymi końmi, wstępnie tylko zajeżdżonymi, albo całkiem surowymi, które nadal są drogie ze względu na swoje pochodzenie i przyszłą użytkowość.
Jeśli twoje dziecko miałoby takiego konia, to nie byłby on bezpieczny i potrzebował stałej regularnej i częstej pracy swojego trenera, przez dobrych parę lat.
Dlaczego nie można kupić konia już gotowego?
Ależ można! Tylko, że jeśli surowy koń kosztuje, załóżmy 35 tysięcy, a przygotowanie go do pracy potrwa kolejne dwa lata (minimum), to cena tego treningu i utrzymania bardzo wpłynie na cenę końcową. Będzie ona oscylowała pewnie koło 70 tysięcy (albo i więcej, zależnie od tego kto z koniem pracował). Nie wszystkich stać na tego typu wydatek i potem jeszcze koszty utrzymania.
Dlatego dzierżawa konia jawi się wszystkim jako światełko w tunelu.
ALE…
Pod pewnymi warunkami.
- Bardzo dokładnie sprawdzamy konia do dzierżawy. Musi być dojrzały i bezpieczny dla dziecka ( tym bardziej, że sama jazda konna jest z zasady niebezpieczna. Nie mnóżmy możliwości wypadku przez niedopatrzenie!). W internecie są tysiące ogłoszeń koni do dzierżawy. Sama je czytam i notorycznie kręcę głową.
- Nie pozwalamy dziecku szukać i wybierać takiego konia. Dzieci nie zwracają uwagi na ewentualne czerwone flagi, za to szybko przywiązują się do ładnych zwierząt. To prosta droga do kłopotów.
- Najlepiej szukać wraz z trenerem, któremu ufamy i który będzie później zajmował się dzieckiem i koniem. To oczywiście jest jakiś koszt, ale zwraca się w dalszej pracy.
- Zanim wydzierżawimy konia, sprawdzamy dokładnie, gdzie chcemy go trzymać, albo czy pasuje nam stajnia i warunki w której ten koń już stoi. Bardzo wielu właścicieli decyduje się na współdzierżawę swojego konia, więc można na nim jeździć na zmianę z właścicielem i dzielić się kosztami utrzymania, ale nie ma się wpływu na miejsce zamieszkania konia.
- Umowa dzierżawy między rodzicem a dorosłym to podstawa podstaw. W takie umowie powinno być zawarte kto, ile i jak użytkuje konia, oraz kto ile i jak płaci i za co. Kto bierze odpowiedzialność za zdrowie dziecka i konia w czasie użytkowania przez dziecko. Jak dzielą się wydatki na weterynarza w razie kontuzji.
Jeśli doszliście aż dotąd, to prawdopodobnie macie już dzierżawionego konia, ale to nie koniec!
Jazda konna to urazowy sport. Ja bym się nie zgodziła dzierżawić swojego konia komuś, kto nie wykupi jeżdżącemu dziecku polisy ubezpieczeniowej od jazdy konnej.
Wiem, że to brzmi strasznie, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, i lepiej wziąć parasol i nie zmoknąć niż odwrotnie.
Nawet profesjonaliści ulegają głupim wypadkom. Wcale nie trzeba skakać przez przeszkodę, by zrobić sobie krzywdę w stajni, a nastolatki mają często bardzo głupie (nie bójmy się tego słowa) pomysły.
Nasze dzieci powodowane internetem, chcą być częścią elity (kto by nie chciał) i potrafią to robić sobie zdjęcia w galopie na koniu bez kasku ( żeby włosy długie pięknie falowały).
Wsiadać na konia na oklep na pastwisku, bo nie chce im się iść pieszo.
Popisywać się przed innymi dziećmi myjąc kopytka pod brzuchem konia.
Przeglądać facebooka siedząc na koniu i nie patrząc co się dzieje na około (o telefonach będzie inny tekst).
Wsiadać na cudze konie, bo one (dzieci) potrafią już coś zrobić i chętnie pokażą innym
itd…
- Dziecko nie powinno nigdy jeździć na koniu bez opieki osoby dorosłej. Różne sytuacje mogą się zdarzyć, a w razie wypadku, ktoś musi zorganizować pomoc i zabezpieczyć dziecko przed dalszymi urazami.
- Dzieci NIGDY nie powinny same jeździć w teren (poza stajnią). Konie na otwartym terenie zachowują się inaczej niż „w domu” i wszystko się może wydarzyć. Poza tym dzieci bez opieki dorosłych puszczają wodze wyobraźni i tragedia gotowa.
- W zasadzie dziecko nie powinno być samo w stajni bez opieki osoby dorosłej. Zastanówmy się, kto ma się zająć dzieckiem, kiedy idzie po „swojego” konia na padok i będzie go czyścić na jazdę, albo po prostu się nim zajmować? Właściciel stajni? Stajenny? Trener, który ma w tym czasie zajęcia z kimś innym? Ten koń jest jakby dziecka, więc kto będzie odpowiedzialny w razie jakiegoś wypadku? Ja wiem, że dzieci bardzo pragną tej autonomii i łatwo dać się namówić na pozostawienie ich w stajni i odebranie za jakiś czas, ale w razie wypadku ciężko będzie znaleźć winnego i dodatkowo zranione dziecko może jakiś czas czekać na pomoc niezauważone.
- Dziecko nie może odpowiadać za konia! W sensie decyzyjnym. Przy wszelkich zabiegach typu kowal, weterynarz, transport, czy cokolwiek innego, potrzebna jest dorosła osoba, która bierze odpowiedzialność i płaci za usługę. Nie ma znaczenia, że rodzic się boi konia. Jeśli jest jakikolwiek problem, to trzeba być i działać/decydować. Dziecko nie może (i nie powinno) zrozumieć wszystkich decyzji do podjęcia w razie problemu, jest na to za mało rozwinięte emocjonalnie. I koń i dziecko nie zasługują na tego typu sytuacje.
- Stały kontakt rodzica z właścicielem ośrodka. Jeśli dziecko ma pełną dzierżawę, a rodzic nie może zajmować się koniem i dzieckiem, dobrze jest zawrzeć umowę z właścicielem stajni, że to on będzie robił wszystkie „dorosłe” rzeczy przy koniu i podejmował decyzję w konsultacji z rodzicem. To trochę ułatwia rodzicowi życie, bo nie musi się uczyć wszystkiego o koniach i być na każde wezwanie, ale zmusza do wcześniejszego dobrego rozeznania w ośrodkach do współpracy. Zaufanie w profesjonalizm jest tutaj najważniejsze.
- Właściciel ośrodka, trener, kowal, stajenny czy inny dorosły ma prawo dyscyplinować dziecko w stajni. Kochani rodzice to bardzo ważne. Żaden dorosły nie czerpie przyjemności ze zwracania uwagi waszym dzieciom, jednak trzeba zakładać, że są oni dużo bardziej doświadczeni niż dziecko i robią to z troski o dobro dziecka, bądź konia. Tyle razy już sama padłam ofiarą złości rodzica, który bronił dziecka bez znajomości tematu, czy choćby chęci jej zrozumienia, a przecież chodzi nam zawsze ich dobro.
Podsumowując:
- odpowiedni koń
- umowa z właścicielem konia, trenerem, właścicielem ośrodka
- dziecko ZAWSZE POD OPIEKĄ osoby odpowiedzialnej za dziecko
- dziecko nie decyduje o niczym (poza kolorem czapraczka i ochraniaczy na jazdę)
- dziecko NIGDY nie pracuje samo z koniem (nieważne czy z siodła czy z ziemi)
- dziecko nie zabiera samo konia na trawkę czy w teren na spacer
- dziecko słucha starszych, kiedy do niego mówią
A nawet wtedy coś się może wydarzyć, ale jest dużo większa szansa, że pomoc nadejdzie szybko i obejdzie się bez większych szkód.
(Agnieszka Karaszewska, Gosia Dębiec)
Komentarze są wyłączone dla tego wpisu.