Zawody jeździeckie — kiedyś przestrzeń rywalizacji, pasji i wzajemnego szacunku. Dziś coraz częściej przypominają plan zdjęciowy, gdzie najważniejsze nie jest to, co dzieje się na parkurze, lecz to, co trafi do sieci. Wzdłuż płotu poustawiane osoby z ogromnymi obiektywami wymierzonymi w skaczące pary. Piękne kadry, uśmiechy i emotki. Młodzi zawodnicy wrzucają relacje, w których wszystko wygląda jak bajka — udane najazdy, promieniste słońce, dumna poza.
Ale wystarczy spojrzeć z boku. Na rozprężalnię. Na trening poza kadrem. Na cały przejazd. Na wyrazy twarzy koni — które mówią więcej niż tysiąc słów. Nerwowe szarpanie, agresja wynikająca z presji, frustracja i brak komunikacji. Kiedy koń staje się tylko środkiem do celu, a celem jest dobre zdjęcie — to tracimy coś fundamentalnego.
Social media tolerują wszystko — od sztucznego uśmiechu po wypaczone wartości.
Ale koń nie może ukryć bólu pod filtrem.
I nie może powiedzieć, że coś jest nie tak.
Obserwując z trybun, trudno nie zadać sobie pytania:
Czy to jeszcze pasja — czy już tylko performance?
Bo jeśli koń staje się tylko elementem scenografii do idealnego ujęcia,
to być może najwyższy czas… wyłączyć aparat i wsłuchać się w ciszę między uderzeniami kopyt , szybkimi oddechami i wybrzmiałymi żyłami z pianą z potu na całym ciele zwierzęcia po przejeździe.
Rodzicu zamiast pytać dziecko „Jak ci poszło?”, spróbujmy: „Jak się czułeś?”. To pozornie drobna zmiana, ale właśnie ona otwiera drzwi do prawdziwego świata emocji młodego zawodnika.
Czy w trakcie przejazdu był lęk? Czy pojawiła się ekscytacja? Frustracja? A może wewnętrzna duma z pokonania toru mimo trudności? Właśnie te odczucia mówią najwięcej — nie czas, nie wynik, nie miejsce na podium.
To, co dziecko czuje i jak wygląda koń po starcie, powinno stać się kompasem dla rodzica. Jeśli strach dominuje nad frajdą, to może warto wspólnie spojrzeć, czy dana wysokość, poziom zawodów czy częstotliwość startów są naprawdę dla tej pary. A jeśli spokojny przejazd przynosi euforię, to znak, że idziemy w dobrą stronę.
Jedna ładna fotka wrzucona na Instagram nigdy nie opowie tej historii. Opowie ją tylko spojrzenie rodzica, pełne empatii i ciekawości — nie oceniające, ale otwarte. Opowie ją też koń, jego oddech, oczy, tętno.
Bo dziecko nie zawsze potrzebuje gratulacji. Czasem najbardziej potrzebuje pytania, które pozwoli mu być sobą: „Jak się czułeś, kiedy jechałeś?”
Autor : Agnieszka Karaszewska
Komentarze są wyłączone dla tego wpisu.