OPINIA PUBLICZNA W JEŹDZIECTWIE …

Jeździectwo stoi dziś na krawędzi. Nie dlatego, że konie przestały być potrzebne. Nie dlatego, że młodzież nie chce jeździć. Nie dlatego, że sport się nie rozwija – wprost przeciwnie. Jeździectwo może zniknąć z powodu działań ekstremalnych środowisk prozwierzęcych, które — często w dobrej wierze, ale bez wiedzy i zrozumienia — próbują zniszczyć cały sport zamiast walczyć z jego patologiami. Manipulują obrazem, wywołując skrajne emocje. A prawda jest taka: jeździectwo zniknie tylko wtedy, jeśli opinia publiczna nie będzie wiedziała, jak ten sport powinien wyglądać naprawdę. Zniknie,  jeśli opinia publiczna da się ponieść na fali zmanipulowanych emocji zamiast kierować się WIEDZĄ, ROZSĄDKIEM I ROZUMEM.

Koń sportowy to nie jest narzędzie. To nie jest rower, motor ani przedmiot do zdobywania medali. Koń sportowiec to istota, która często ma lepszą opiekę niż człowiek. Ma indywidualną dietę, fizjoterapeutę, kowala, regularne badania, suplementację, specjalistyczny trening i opiekę weterynaryjną na poziomie, o którym wielu ludzi może tylko marzyć. Oczywiście, są wyjątki. Są stajnie, gdzie koń stoi całe dnie w boksie — i to jest osobny, bardzo poważny problem. Ale nie można oceniać całego sportu przez pryzmat patologii, tak jak nie ocenia się całej medycyny przez pryzmat jednego złego lekarza czy błędu lekarskiego.

To nie aktywiści zmienią jeździectwo. To opinia publiczna. To ludzie na trybunach, którzy muszą wiedzieć, co jest dobre, a co złe. To rodzice, którzy muszą przestać krzyczeć „szybciej, dawaj!!”, nie rozumiejąc, że to nie jest gra komputerowa, tylko walka dwóch żywych, czujących istot — dziecka i konia. To widzowie, którzy muszą zacząć reagować na ból, dyskomfort, szarpanie, kopanie, brutalne używanie bata, wyżywanie się na koniu i agresję wynikającą z frustracji zawodnika. I nie ma takiej nagrody pieniężnej, takiego floo, takiego pucharu, takiej premii, która usprawiedliwia znęcanie się nad partnerem, bez którego ten sport nie istnieje.

Publiczność ma większą moc niż sędziowie, trenerzy i federacje razem wzięte. To opinia publiczna może „ukarać” zawodnika, który przekracza granice, milczącą dezaprobatą, brakiem pozytywnej reakcji (braw) za „czysty”  przejazd. To opinia publiczna może nagrodzić brawami sędziego, który ma odwagę karać. To opinia publiczna może wymusić zmiany regulaminów, kulturę zachowania na zawodach i szacunek do konia. I to już się dzieje. Na szkoleniu w którym brałam udział padł przykład, który powinien być dla całego środowiska jak dzwon alarmowy: sędziowie ukarali zawodniczkę za użycie bata po eliminacji — czyn absolutnie zabroniony. Spiker ogłosił decyzję. A cała publiczność wstała i zaczęła bić brawo. Sędziowie byli w szoku (to zdanie prowadzącej mnie troszkę wstrząsnęło – „sędziowie byli w szoku , że dostali brawa za ukaranie jeźdźca”…). Jednocześnie to ich utwierdziło w przekonaniu, że to jest jedyna słuszna droga do zmian. Podobny przykład niesie za sobą film z internetu, kiedy dziewczynka po mocnym potknięciu jej kuca i utracie równowagi decyduje się sama przerwać przejazd… znowu owacje na stojąco na trybunach. Czyli jest na to przyzwolenie! Ludzie oczekują takich zachowań.

Opinia publiczna (wszyscy związani mniej czy bardziej z tym środowiskiem) musi wiedzieć, kim jest koń. Musi wiedzieć, że koń to istota niezwykle wrażliwa słuchowo, delikatna bólowo, reaktywna nerwowo, emocjonalna i inteligentna. Jeśli widzowie nie będą tego wiedzieć, będą akceptować zachowania, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Opinia publiczna musi znać Kodeks Postępowania z koniem PZJ, który obowiązuje zawodników, trenerów, luzaków, rodziców, organizatorów i przede wszystkim sędziów. Ale co z tego, jeśli nikt go nie czyta ? (absolutna większość osób na zawodach go nie przeczytało nigdy, mimo iż skrót jest w każdych propozycjach!) Co z tego, jeśli nikt nie reaguje? Co z tego, jeśli ludzie na trybunach nie wiedzą, że mają prawo wymagać?

Jeździectwo zniknie, jeśli wygra ignorancja. Jeśli ludzie nie będą wiedzieli, jak wygląda prawidłowa praca z koniem. Jeśli będą akceptować przemoc, bo „tak trzeba” lub , o zgrozo!, tego oczekują sędziowie na arenach dresażowych. Jeśli będą milczeć, bo „to nie moja sprawa”. Jeśli będą patrzeć na wynik, a nie na relację. Wtedy setki tysięcy koni przestaną być potrzebne, trenowane, kupowane, utrzymywane i… kochane.

Jeździectwo przetrwa, jeśli opinia publiczna powie „dość”. Jeśli zacznie reagować. Jeśli zacznie wymagać. Jeśli zacznie wspierać sędziów, którzy mają odwagę karać. Jeśli zacznie nagradzać tych, którzy traktują konia jak partnera. Jeśli zacznie mówić głośno, czego nie chce oglądać na placu konkursowym. Bo tylko wtedy zawodnicy zaczną myśleć. Tylko wtedy trenerzy zaczną uczyć inaczej. Tylko wtedy federacje zaczną zmieniać przepisy. Tylko wtedy sport odzyska swoją elegancję, partnerstwo, etykę i sens.

Dwa organizmy. Jedno serce.

Jeździectwo nie zniknie, jeśli ludzie będą wiedzieli, jak wygląda prawdziwa relacja z koniem.

Jeździectwo nie zniknie, jeśli opinia publiczna stanie po stronie dobra.

Jeździectwo nie zniknie, jeśli będziemy reagować na zło, a wspierać dobro.

To jest moment, w którym każdy z nas ma głos. I każdy z nas ma wpływ…..

Autor: Agnieszka Karaszewska 

Komentarze są wyłączone dla tego wpisu.

Nic o Was bez Was

Z Twojej historii robi się wiedza
Z życia, z serca. Na bloga.
Wspólna wiedza. Wspólna sprawa.
Tworzymy razem - dosłownie.